piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 7

Wszystkim żonom Shawna chodzącej perfekcji Mendesa :* XD

-Słyszałaś co mówiła Sharp?- spytał gdy już zostali sami. Miał dosyć tego ciągłego kiwania głową i pisania wszystkiego.
-Nie, kurwa, głucha jestem- krzyknęła zła.
-Co ty tak drzesz tę japę?
-No bo przeszkadzasz mi w oglądaniu setki najlepszych motorów świata.- powiedziała unosząc jakieś czasopismo z motorem na okładce.
-Nie podskakuj, lala- zaśmiał się.
-No ja wiem, że jestem piękna, ale nie musisz nazywać mnie lalą- droczyła się. Podszedł do jej biurka, które niedawno wstawiono do gabinetu i się nad nim pochylił.
-Słuchaj młoda, jeśli mi podpadniesz możesz wylecieć z tej budy, także spinaj dupe- szepnął. Nie czekała na nic, tylko go spoliczkowała.
-Świnia-powiedziała z zaciśniętymi ustami.
-I kto to mówi?- odszedł do swojego stanowiska.
-Panie najlepszy, najpiękniejszy i najmądrzejszy- zaczęła sarkastycznie- idę do Sky.
-Chwilka, Laura. Przerwę masz za godzinę.
-Nie czekaj na mnie, bo moja stopa tu już dziś nie postanie!- krzyknęła zabierając torbę. W sekretariacie nie zauważyła Rydel, co ją bardzo cieszyło. 
***
<kilka minut wcześniej>
-Cześć chłopaki- uśmiechnęła się widząc Ratliffa i Mendesa, którzy weszli do jej biura.
-Cześć Rydel- szepnął młodszy, czyli Shawn. Głośniej zawtórował Ellington.
-Ach, zapomniałam-westchnęła uświadamiając sobie, że to pierwszy dzień nauki dla braci- Ktoś musi was oprowadzić. Zaczekajcie chwilkę, a kogoś znajdę. Tylko dajcie plany- powiedziała wychodząc gdzieś. Zajrzała do większości pomieszczeń, gdzie jej rówieśnicy pisali, liczyli i wykonywali różne czynności. Wszyscy byli zajęci. Zauważyła Sky pijącą sok obok tablicy ogłoszeń.
-Sky czekaj!- krzyknęła biegnąc.
-Co ty się tak wydzierasz? Co, Dell? -uśmiechnęła się.
-Pomożesz mi i oprowadzisz Shawna po szkole?
-Jasne. Nie mam aktualnie nic do roboty- przyznała Black.
-Dobra, to chodź- blondynka złapała ją za rękę i pociągnęła do sekretariatu.
-Ell ty idziesz ze mną, a Shawn ze Scarlett- wyjaśniła wychodząc. Ratliff zrobił to samo. W pomieszczeniu została tylko Sky i Mendes.
-Scarlett Black, redaktor naczelna gazetki- uśmiechnęła się wyciągając rękę w stronę bruneta.
-Shawn Mendes, na razie nikt- zaśmiał się nieśmiało.
-To co, Shawn? Idziemy?- wskazała na drzwi.
-Idziemy- powiedział trochę głośniej.
-Dasz spojrzeć na plan?- spytała zaraz po wyjściu.
-Proszę- uśmiechnął się.
-Dobrze, więc najpierw pokażę ci salę gimnastyczną- zarządziła.
***
Sky... Kiedy jej najbardziej potrzebowała szlaja się gdzieś. Nie miała pojęcia gdzie. Chciała wejść do jej gabinetu, ale przeszkodził jej w tym pewien głos.
-A gdzie się pani wybiera?- zaśmiał się Ryland, jak rozpoznała po głosie. Stał tuż za nią, więc się odwróciła.
-Chciałam pogadać z Black, ale jej nie ma- zasmuciła się.
-Pogadać powiadasz? Mam teraz godzinne okienko, przed treningiem koszykówki. Skusisz się na kawę?- wyszczerzył się brunet.
-Nie obrażaj się, ale raczej mnie nie zrozumiesz- powiedziała obojętnie.
-Problemy z Rossem? - na te słowa chciała iść, ale w ostatniej chwili złapał ją za nadgarstek- Posłuchaj, ja dobrze wiem, jaka jest między wami relacja. Znam Rossa bardzo dobrze, więc powiedz o co chodzi, a może coś zaradzę.
-Jesteś kochany RyRy, ale sama sobie lepiej poradzę- oznajmiła uciekając. Skierowała się w stronę schodów. Musi podskoczyć do chłopaków z gangu, bo ostatnio ich zaniedbała.
***
-Zac, to nie tak. Ja po prostu jej nie rozumiem!- wyjaśnił Ross. Właśnie popijał coca colę w towarzystwie najlepszego przyjaciela.
-Spróbuj pomyśleć jak ona. Może to coś da- zamyślił się Scott.
-Że niby ja mam być tak głupi jak ona? Nigdy! Ty siebie słyszysz Zacuś?!
-Wiesz co? Mam to gdzieś! Załatwcie te sprawę jak ludzie, bo nam już to zaczyna przeszkadzać- wstał z krzesła. Ross go zatrzymał:
-Zac, czekaj!- spojrzał na blondyna.
-Co moglibyśmy zrobić, żeby jakoś to wszystko poprawić?- spytał Ross z nadzieją. Nie ukrywał, że sytuacja z Lau była dla niego niekomfortowa.
-Przede wszystkim dowiedz się o co się boczy i ją przeproś. Laski lubią jak przepraszasz za nic, także zapunktujesz.
-Ale ona jest inna- nie wiedział czy mówi to w pozytywnym czy negatywnym sensie.
-Mam pomysł- uśmiechnął się Zac- przedyskutuj to z Laurą. My z samorządem wymyślimy coś, co ma was do siebie zbliżyć, a wy to wykonacie.
-Zrobię to tylko dla dobra samorządu- podkreślił ostatnie słowo.
----------------------------------------------------------------------------------------------
Witam państwa! Wena dopisuje, także macie nexta! Zachęciliście mnie do pisania swoimi 81 wyświetleniami z wczoraj! MIAZGA PO PROSTU! <3 Część z was już wie, ale dla powiadomienia reszty: szykuję się do bloga z Mendesem w roli głównej :) Kto się cieszy? Btw, obstawiajcie co uknuje nasz ukochany samorząd. Dodam, że macie ankietkę, z której głosy mega pomogą mi w pisaniu ciągu dalszego :) Także do napisania miśki :*

czwartek, 11 lutego 2016

Największa gapa bloggera- Lodovica Swift

Witam państwa! Chciałabym was SEEEEERDECZNIE PRZEPROSIĆ. Jak zauważyliście rozdział szósty jest meeeega krótki, bo przypadkiem opublikowałam wam tylko malutki kawałek :( Postanowiłam, że napiszę jego ciąg dalszy w tamtym poście, także nie gniewajcie się na mnie. Ps: NIGDY, PRZENIGDY NIE PISZĘ ROZDZIAŁU NA FONIE!

środa, 10 lutego 2016

Rozdział 6

Po zjedzonej pizzy wszyscy leżeli na kanapie. Oprócz Rossa, który nawet nie zszedł na jedzenie.
-Rydel, mogłabym się gdzieś położyć, bo boli mnie głowa- skłamała Laura. Miała już dosyć przebywania w towarzystwie. Była typem samotnika.
-Jasne, chodź za mną- powiedziała Dell wstając. Laura zrobiła to samo. Podczas przechodzenia panowała niezręczna cisza. Lynch postanowiła ją przerwać- I co? Masz już dosyć mojego braciszka?- zaśmiała się.
-Nie- mówiła z dziwnym akcentem- Mam tylko ochotę go zabić.
-Uuuu... No to nieźle- podsumowała blondynka.
-Oj, daj spokój Rydel.
-Rydel? Jaka Rydel?- zaśmiała się, na co Laura obdarowała ją dziwnym wzrokiem- Mów mi Delly.
-Dobra- zaśmiała się. Zauważyła, że są już na piętrze.
-Korytarzem na wprost. Pierwsze drzwi z lewej. Jakbyś czegoś potrzebowała Ross mieszka obok- poinstruowała odchodząc.
Lau otworzyła drzwi do pomieszczenia i od razu rzuciła się na łóżko. Miała zamiar pójścia spać, ale coś jej w tym przeszkadzało. Dźwięk gitary... Pobiegła do pokoju Rossa i nie pukając weszła. Zaczęła krzyczeć:
-Lynch, ty chory pojebie! Po chuj brzdękolisz na tej żałosnej gitarce kiedy ja chce kurwa spać?!
-Nie żałosna gitara tylko Luna- zaśmiał się pod nosem- Oj Marano, pukać to cię w domu nie nauczyli?
-A ciebie szanować potrzeb innych- prychnęła, ale nic nie odpowiadał. Spojrzała w jego ciemne oczy- Więc tak chcesz grać? W szkole grasz aniołka, a gdy nikt nie widzi jesteś gorszy ode mnie?- szepnęła pochylając się w jego stronę.
-Sama zaczęłaś tę grę, Marano.
-Wiedz, że ja ją wygram- była kilka centymetrów od jego ucha.
-Chcesz grać to graj. Dobrze wiesz gdzie skończysz- pouczył ją.
-No gdzie? Powiedz mi panie wzorowy i perfekcyjny!
-Jak będziesz się tak dalej zachowywać to w końcu przejedziesz kogoś tym motorkiem i resztę życia spędzisz na cmentarzu lub w więzieniu- wyjaśnił. Pierwszy raz w jej oczach pojawiły się łzy spowodowane obrażaniem.
-Jesteś podły!- krzyknęła wybiegając.
-Laura, czekaj...- szepnął- J-ja nie chciałem- rzekł nieśmiało. Brunetki już nie było. Postanowił nie biec za nią, bo dolałby oliwy do ognia.
***
Spojrzeli na siebie nawzajem, wzięli głęboki wdech i weszli do pomieszczenia. Rozejrzeli się i zauważyli dziewczynę. Była ubrana w białą koszulę, różowe spodnie i czarne szpilki. Blondynka patrzyła na jakieś kartki trzymane w dłoniach. Odważniejszy z nich, Ellington postanowił się przywitać. Szybko ocenił, że dziewczyna jest w ich wieku dlatego zaczął przyjacielskim:
-Cześć- na jego słowa Rydel odwróciła oczy-Dzwoniłem wczoraj.
-Hola, hola! A ty?- spojrzała na drugiego chłopaka. Był mniej więcej tego samego wzrostu.
-Em... Myślałem, że jak zadzwoni Ell ja nie będę musiał- powiedział bardzo cicho. Ryd już wywnioskowała jego nieśmiałość.
-No dobra, przymknę na to oko. A czy dyrektor wie, że będziesz nowym uczniem?
-Tak-odpowiedział za niego drugi.
-Dobra, mówcie chociaż imiona- zaśmiała się Lynch sięgając po długopis. Oczywiście różowy.
-Ellington Ratliff- powiedział ten, który się z nią przywitał.
-Shawn Mendes- szepnął drugi.
-Jesteście jakimiś braćmi czy coś?- ciekawość dziewczyny wzięła górę nad manierami.
-Przyrodnimi. Mamy tę samą matkę- zaśmiał się Ell.
-To już was prowadzę do mojego brata. 
***
Minął miesiąc. Laura ani razu nie odezwała się do Rossa. Dziwicie się pewnie jakim cudem razem pracowali? Blondyn pisał na kartkach polecenia a ona bez słowa sprzeciwu je wykonywała. Czasem chodziła po całej szkole, a innym razem kserowała jakieś dokumenty. Nie obchodziło ją nawet jakie. Zauważyła Sharpey wchodzącą do gabinetu.
-Hejka kochani- powiedziała swoim udawanym, słodkim głosem. Ross już wiedział, że czegoś chce.
-Czego chcesz Mitchell?- powiedział surowo blondyn.
-Oj, Rossy wyluzuj. Chciałam powiedzieć, że macie tu okropną organizacje. Jesienny bal powinien już być przygotowany a wy nawet o nim nie myślicie...
---------------------------------------------------------------------
NAPISANE DO KOŃCA! :D

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 5

Rozdział dedykowany Alex :*

Była jakaś siedemnasta. Zsiadła z motoru i udała się do domu. Jak zwykle rzuciła plecak w kąt jak każdy uczeń w piątek. Zauważyła Vanessę, która stała przed lustrem wiszącym na korytarzu. Była ubrana inaczej niż zwykle. Zamiast conversów i jeansów miała na sobie czarną, krótką spódnice i szpilki. Laura była bardzo zaskoczona. Jej siostra nie miała w zwyczaju wychodzić w piątek, na dodatek w takim stroju.
-Nessa gdzie się wybierasz?- spytała unosząc brwi.
-Też miło cię widzieć- zaśmiała się sarkastycznie- Z Rikerem mamy wyskoczyć na jakąś imprezkę a potem nocuję u Lynchów. Idziesz ze mną?
No i była pod ścianą. Z jednej strony chciała iść, ale jej mroczny charakter na to nie pozwalał. Zła strona nadal nie chciała ustąpić dobrej... Nie pójdzie- będzie czuć się głupio. Rydel rozwiązuje zadanie ratując jej życie, a ona nie chce jej odwiedzić, ale odwiedzając ją zrobi jej nadzieję na coś więcej. Przyjaźń z Dell nie była jej celem. Wręcz przeciwnie. Miała Sky i to jej wystarczało! Pójdzie- będzie musiała użerać się  z Rossem cały wieczór. W końcu on też tam mieszka. Chyba że powie, że przyszła z myślą o Rocky'm?
-Jestem zmęczona, ale Ryd prosiła także mogę iść.
-Widzę, że jesteś zmęczona. Mogę cię spakować, a ty tymczasem weź prysznic i się troszkę ogarnij- poinstruowała Van.
-Ale weźmiesz mnie do klubu- zaśmiała się robiąc kocie oczy.
 ***
-Dell zasmrodziłaś mi całą łazienkę babskimi perfumami!- krzyczał Rocky.
-Daj spokój. Przecież moje ukochane perfumy mają boski zapach- broniła produktu Rydel.
-Chyba według ciebie- westchnął chłopak.
-Podaj mi telefon, bo słyszałam dźwięk smsa- powiedziała blondynka, a Rocky niezwłocznie wstał i chwycił jej telefon. Po chwili czytała wiadomość:
Od: Vanessa :3 
Cześć Dells :) Mogłabym wziąć dziś ze sobą Laurę? :3
Do: Vanessa :3
Jeszcze pytasz? Jasne, że tak :D
Od: Vanessa :3 
Będziemy za godzinkę :*    
***
Karciła się w myślach. Po co idzie do Lynchów? Sama tego nie wiedziała... Siedziała z Van w samochodzie, który po chwili się zatrzymał.Teraz nie ma już innego wyjścia. Wysiadła z samochodu z niezadowoloną miną.
-A więc tu mieszka ten idiota- szepnęła pod nosem.
-Vanessaaaaaa!- krzyknęła Rydel wybiegając z domu. W drzwiach stał także Ross. Patrzył na siostrę jak na psychopatkę.
-Nie chcę nic mówić, ale jest tu też Laura- powiedział obojętnie.
-Lauuuuuuuuuuuuuuu!- kolejny krzyk wydał się z ust blondynki
-Ona tak zawsze?- zaśmiała się młodsza Marano podchodząc i przybijając piątkę z Rocky'm.
-Gdy widzi kogoś kto nie jest chłopakiem i kumplem któregoś z nas to tak- zaśmiał się.
-Ciekawą masz siostrę, nie powiem.
-No wiem- mruknął.
-O hejka- zauważyli Rylanda, który śmiał się z nich- Nie zauważyliście, że wszyscy już weszli?
-Nie...- obejrzała się Lau.
-Oj gapy wy moje- młody Lynch podszedł do nich kładąc ramiona na ich plecach. Laura czuła się niezręcznie.
-RyRy bierz te łapy!- pobiegła do domu za siostrą i przyjaciółką. Patrzyła na swoje buty, aż nagle poczuła, że na kogoś wpada.
-Oj, Laura, Laura nawet chodzić nie umiesz- zaśmiał się. Już po głosie rozpoznała Rossa.
-Mówi to osoba, która prawie cały dzień kazała mi chodzić po szkole- wyszczerzyła się. Miała zamiar od razu go zdenerwować i potem móc cieszyć się spokojem.
-Jak chcesz to zawsze mogę ci dać papiery i kalkulatorek- prychnął.
-Wolałabym motorek.
-A idź kierowco! Nie nadajesz się na stanowisko, które zajmujesz- patrzył jej w oczy mówiąc to. Nigdy się nie przejmowała wyzwiskami od Rossa, a teraz coś w niej drgnęło.
-No wiem, jestem na to zbyt zdolna!- wyszczerzyła się.
-Oszukuj się dalej!- odkrzyknął kierując się w stronę schodów znajdujących się obok.
-Chociaż zeszedł mi z drogi- uśmiechnęła się pod nosem. Weszła do (jak przypuszczała) salonu.
***
Rzucił się na łóżko. Nigdy nie miał nikogo aż tak dosyć jak jej. Po drodze oczywiście chwycił gitarę, która zawsze stała oparta o biurko. Teraz grał na skrzypcach, ale kilka lat temu jeszcze kochał grę na gitarze. Ogółem nie wracał do tego instrumentu, nie cofał się w czasie. Zagrał kilka bezmyślnych melodyjek, które uznał za rockowe. Myślał o pewnej brunetce, która wywróciła dziś jego dotychczasowe życie o sto osiemdziesiąt stopni. Miał jej to za złe. Nienawidził sytuacji gdy ktoś pojawiając się wszystko niszczy i zmienia. Był także uparty- tak jak Laura. Może właśnie te wspólne cechy przesądziły o ich kłótniach? Obydwoje tego nie wiedzieli i nie chcieli się dowiedzieć. Zawsze któreś odrzucało to drugie. Laura miała już w psychice wstręt. Ross... On sam nie wiedział co o niej myśli. Czasem irytowało go jej zachowanie, innym razem ją przepraszał i chciał dojść do porozumienia. Było także coś czego odczuwać się wstydził. Marano go na swój sposób intrygowała. Co takiego siedzi w tej dziewczynie? Diabeł? Dlaczego tak go nienawidzi? Czy kiedykolwiek się tego dowie?
***
-Rydel, jutro niestety musicie przyjść do szkoły. Zadzwoń do wszystkich- powiedział spokojnie Smith. Nic już nie mówiąc zakończył ich połączenie telefoniczne.
-Zmiana planów- uśmiech z ust Delly zniknął. Musiała powiedzieć rodzeństwu i przyjaciółkom- Jutro do szkoły.
-To wy chodzicie w soboty?- zdziwiła się Laura.
-Czasem...- westchnęła Vanessa.
-To robimy pizze!- krzyknął Ryland- Kto ostatni w kuchni, zmywa naczynia.
-To zafundujemy ci rękawiczki- powiedział Riker biegnąc do kuchni. W międzyczasie wystawił język najmłodszemu bratu. Reszta rzuciła się za nim.
-----------------------------------------------------------------------------------
Witam państwa! Raczej dwie albo trzy osoby czytające ten bezsens :) A więc nie mogłam się wysłowić ostatnio i dlatego rozdział tak późno. Mam nadzieję, że mi wybaczycie tak małą ilość myśli Rossa, ale na nie jeszcze trochę poczekacie :) Mam dla was niespodziankę w nexcie :) Tak wgl to dzisiaj tłusty czwartek (co za refleks XD) Ile pączków zjedliście? :D JA CHCE PIOSENKĘ RYLANDA!!!!!!~~moje jedyne pragnienie w tej chwili XD Mniejsza, bo zaczynam się trochę za bardzo rozpisywać :) Także komentujcie miśki :*

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 4

Rozdział z dedykacją dla Zawsze Uśmiechniętej :) Następny zgarnia ostatni komentator tego rozdziału!

-Ucisz się Laura-odpowiedział spokojnie.
-Najpierw przeczytaj a potem mi rozkazuj siedzieć cicho.
-No dobra- przysunął gazetkę do siebie- Coś ty znowu wymyśliła?- szepnął pod nosem. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy to nagłówek. Postanowił przeczytać artkuł.

Raura- będziemy mieć nową parę w samorządzie?

Witajcie moi drodzy! Tutaj Alice i wasz ulubiony dział -"Herbatka z plotkami". Zwykle mówimy o wszystkim, jednak dziś zdecydowałam, że będziemy rozmawiać na jeden temat. Każdy już wie, że nasz samorząd przyjął ostatnio Laurę Marano w roli asystentki przewodniczącego. Dwójka ta nie przepada za sobą, ale niektórzy mają podejrzenia, że może podczas wspólnej pracy los ich połączy. Ross na pewno chciałby się zaangażować w taki związek, a Laura... No cóż, niekoniecznie. Ona ma już kilku chłopaków, ale nie jest z nimi w typowej relacji. Tak czy inaczej przypuszczam, że być może Lau wypełni dziurę w sercu Ross'a po stracie Sharpey. Chcielibyście by Raura zaistniała?

-Alice się dostanie od dyrektora-powiedział blondyn z kamienną twarzą. Tak naprawdę był zdenerwowany, ale odczuwał też lekkie zażenowanie.
-No ja mam nadzieję!- powiedziała Lau szybko ulatniając się z pokoju. Ross chwilowo zastanawiał się dlaczego, ale przypomniał sobie o matematyce, na którą prawdopodobnie się udała. On też musiał się na niej zjawić, ale wcześniej pomyślał, że uda się do dyrektora.
***
Tymczasem nasz blond pracoholik siedział w swoim biurze. Mowa tu oczywiście o Rydel. Mimo, że matematyka była jej ulubioną lekcją musiała jeszcze dokończyć raporty dla Smith'a. Nagle usłyszała dźwięk dzwoniącego telefonu. Był to oficjalny numer do East High. Bez zastanowienia przywitała tradycyjnym:
-Biuro Samorządu Uczniowskiego Liceum East High. W czym mogę pomóc?
-Dzień dobry. Moi rodzice kilka dni temu byli u pana Charlie'go Smitha (nie zabijaj mnie Alex, to nie Charlote XD~ od aut.) Dyrektor prosił, żebym zadzwonił tutaj. Mam być nowym uczniem placówki.
-Dobrze, rozumiem. Musisz umówić się na spotkanie z przewodniczącym oraz ze mną. Zaczekaj chwilkę, sprawdzę nasz terminarz- wyjaśniła zerkając do wielkiego zeszytu. Znajdowały się w nim wszystkie spotkania każdego członka samorządu.- Możesz przyjść jutro o jedenastej?
-Oczywiście- odpowiedział rozmówca.
-Jak się nazywasz? Muszę to zanotować- wyjaśniła Delly. Już trzymała swój ulubiony, różowy długopis. Dostała go na szesnaste urodziny od Rocky'ego.
***
-No to lekcje z elitą czas zacząć- zaśmiała się Laura siadając w ławce ze Sky.
-Witaj w klubie- usłyszała zza pleców nieznany głos. Wiedziała, że nie należy do kogoś z kim już rozmawiała. Szybko się odwróciła. Zauważyła bruneta z czekoladowymi oczami. Był trochę podobny do Rocky'ego i Rossa.
-Ryland Lynch- wyciągnął z uśmiechem rękę w jej stronę. Pomyślała, że nie ma nic do stracenia i podała mu swoją.
-Laura Marano. Miło poznać.
-Przyjemność po mojej stronie.
-A ty nie jesteś od nas młodszy?- wypaliła, a Scarlett spaliła ją wzrokiem.
-Jestem, ale przeskoczyłem trochę nauki i jestem na waszym poziomie-wytłumaczył. Dopiero teraz zauważył Black- O cześć, Sky!
-Jestem tu od pięciu minut. Cześć RyRy- zaśmiała się. Znali się z Rylandem i często rozmawiali. Był to jeden z najmilszych chłopaków, jakich znała. Ciekawiło ją dlaczego nie traktuje go jak Rydel. Z nią trzymała duży dystans, a do młodego Lyncha podchodziła na luzie. Scarlett znała swoją przyjaciółkę, ale czasem jej nie rozumiała.
-Cześć wszystkim- podbiegła do nich Alice. Usiadła z Rylandem i spojrzała na Laurę.
-Laura, możemy potem porozmawiać?- spytała. Brunetka tylko pokiwała głową. W tej chwili zjawiła się nauczycielka. Rzuciła dziennik na biurko, napisała jakieś równanie i wezwała asystentkę Rossa do tablicy mówiąc:
-Masz trzydzieści minut na rozwiązanie tego zadania. Potwierdzi ono jak przypuszczam twój niski poziom wiedzy matematycznej. Uczniowie, nie podpowiadać. Ja tymczasem pogram sobie na telefonie.
Brunetka niepewnie podeszła do tablicy. Zaczęła coś pisać, ale potem się zatrzymała. Usłyszała szepty w klasie. Spojrzała na Zaca i Ross'a w drugiej ławce:
-Stary, ja nie wiem jak można nie umieć zrobić takiego prostego przykładu- zaśmiał się blondyn. Zac nie reagował. Spojrzała w inne miejsce. Trafiło na ławkę Rikera i Vanessy. Siostra trzymała za nią kciuki, a jej towarzysz bazgrał w zeszycie. Uśmiechnęła się pod nosem widząc jej wsparcie. Sky robiła to samo, co Van. Natomiast Al. i RyRy szeptali między sobą:
-Ej, weźmy zróbmy to zadanie. Pomożemy Lau, bo jak ona tego nie rozwiąże, to Larson się wkurzy i będzie jej dokuczać- zaproponowała blondynka.
-W sumie czemu nie. Masz tu kartkę i napisz swoje rozwiązanie. Zrobię to samo i porównamy wyniki- poinstruował Lynch.
Laura skupiła się patrząc na tablicę. Nagle drzwi się otworzyły i do klasy wpadła zabiegana Rydel. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła na swoim miejscu.
***
Nieszczęśliwe zakochanie... To właśnie było przyczyną nastroju Fabiana. Rose jak zawsze go nie zauważała. Siedział w swoim barze czekając na kelnerkę. Podeszła do niego blondynka, którą tak chciał dziś zobaczyć.
-Znowu ty- warknęła- Co chcesz?
-Mam na imię Fabian. I chcę się z tobą umówić.
-A ja z tobą niekoniecznie. To co ci podać?
-Twój numer- zaśmiał się.
-Tego nie mamy w menu. Gadaj, bo jak nie to przyślę tu sześćdziesięciopięcioletnią panią Kristen i nie będzie tak ciekawie.
-Sok pomarańczowy i naleśniki. Możesz chwilę zaczekać?
-Nie- chciała odejść, ale złapał ją za rękę.
-Skoro ty nie dasz mi swojego numeru, to ja ci dam mój- rozłożył jej dłoń, włożył czerwoną karteczkę i sporotem ją zacisnął.
-No niech ci będzie-uśmiechnęła się.
-Ale obiecujesz, że zadzwonisz?
-Obiecuję- powiedziała od niechcenia i udała się do kuchni.
***
-Boże, nie wiem jak wam dziękować- powiedziała Lau wychodząc z klasy w towarzystwie Alice, Sky i najmłodszego Lyncha.
-Nie ma sprawy- uśmiechnął się Ryland-Podziękuj mojej siostrze, bo to ona sprawdzała wynik.
-Dobra, to idę do Delly- oddaliła się od grupy i dogoniła blondynkę, która szła przed nią.
-Cześć Rydel. Chciałabym ci podziękować za to zadanie.
-Proszę. Możesz zawsze na mnie liczyć. Może pójdziemy teraz razem do Starbucks'a?- zaproponowała, na co uśmiech z ust Laury znikł.
-Chciałabym, ale obiecałam chłopkom, że spędzę z nimi trochę czasu- wytłumaczyła Marano.
-Dobra, rozumiem. A może przyjdziesz dziś do nas z Vanessą. Ma nocować u nas.
-Van? Nic nie mówiła. Przepraszam, ale śpieszy mi się trochę. Przemyślę to- odpowiedziała zbiegając ze schodów.
--------------------------------------------------------------------
Witam wszystkich, którzy mają jeszcze cierpliwość do tego dziwnego czegoś! Kolejny nudny rozdział :/ A tak btw to co robi Lodo zamiast pisać rozdziałów? Cudny zestaw z matmy! Czujecie ten sarkazm? Ostatnio zastanawiałam się co zrobić z całą fabułą i rozdziałami, których mam trochę w zanadrzu. PUBLIKOWAĆ OD RAZU W FORMIE MARATONU CZY ZOSTAWIĆ? No to chyba na tyle :) Zachęcam do komentowania miśki!

środa, 20 stycznia 2016

Rozdział 3

Rozsiadła się przy nowym biurku. Patrzyła znudzona na komputer, ale po kilku minutach usłyszała odgłos otwierających się drzwi. Ukazał się w nich jej wróg. Od razu spojrzała w inne miejsce. Brzydziła się kontaktu wzrokowego z Ross'em, jak zresztą z każdym. Trwała niezręczna cisza, którą blondyn postanowił przerwać:
-Witaj Lauro- uśmiechnął się, a ona chciała zwymiotować.
-Siema pedale-odburknęła. Nie obchodził ją specjalnie.
-I jak ja mam z tobą pracować?! Ty od razu wyzywasz mnie od części roweru, a ja chcę się kulturalnie przywitać- uniósł się. Według niego Laura zachowywała się jak pięcioletnie dziecko mszczące się na koledze za zepsucie zabawki, ale on nienawidził tych gierek. Nie raz próbował wyciągnąć do niej rękę i się pogodzić, ale zostawał wyśmiewany.
-Normalnie. Dobrze wiesz, że nie jestem tu z własnej woli.
-Mam dla ciebie kilka zadań na dziś i je spisałem. Proszę- wręczył kartkę Lau. Ona niezwłocznie na nią spojrzała:
 
"Lista rzeczy do zrobienia dla Laury Marano:
1.Idź do sekretariatu i poproś Rydel o wydrukowanie dokumentów.
2.Powieś ogłoszenia na tablicy na każdym piętrze.
3.Wcześniej poproś redakcję o ich zredagowanie.
4.Zaplanuj mi spotkanie z Zaciem i przerwę.
5.Przynueś egzemplarz gazetki szkolnej."
-Jak mało rzeczy jak na pierwszy dzień- stwierdziła sarkastycznie.
-Tylko pięć i nie umiesz ich zrobić?
-Poświęcę całe życie na to- westchnęła wychodząc z gabinetu.
-To zaczyna się koszmar- szepnęła pod nosem. Czuła wielkie zirytowanie. Była teraz w biurze siostry Lynchów, ale ku jej zdziwieniu jej nie było. Pokręciła się po nim chwilę, a blondynka zjawiła się z kilkunastoma segregatorami. Dell upuściła je na stolik i uśmiechnęła się na widok asystentki brata.
-Cześć. Przyszłaś pogadać?- spytała z nadzieją.
-Nie, twój braciszek idiota całkiem zwariował-westchnęła- Uważa, że zrobię wszystko, czyli pięć rzeczy w godzinę. Skseruj czy wydrukuj mu jakieś dokumenty.
-Okej- powiedziała Rydel podchodząc do drukarki. Momentalnie włączyła opcję "drukuj" i spojrzała na Marano- Już pozabijaliście się?- zaśmiała się.
-Chciałabym żeby Pedał nie żył, ale nie ma tak dobrze. Nie orientujesz się kto może napisać jakieś ogłoszenie?- zagadnęła Lau. Spytała blondynkę, ponieważ pomyślała, że ona musi wszystko wiedzieć.
-Ross rozmawiał o tym z Van, Sky i Alice, także nie wiem dokładnie.
-Dzięki Rydel, ja już idę dalej- powiedziała Lau chwytając kartki i zaniosła je Lynchowi nic nie mówiąc.
***
W gangu Laury panowała smutna atmosfera. Tylko Lou próbował wszystkich rozśmieszyć. Na marne. Nie mieli ochoty nic robić. Każdy z nich myślał tylko jedno- Laura jest stracona w samorządzie...
***
Alice kończyła drukowanie ostatniego egzemplarza gazetki. Była z siebie dumna.
-To będzie jeden z najlepszych numerów- stwierdziła Sharpey przebywająca w jej biurze.
-Wiem. Jak ja kocham Smitha za wyznaczenie Marano na sekretarkę Lyncha! Mamy artykuł i nową serię. Fani plotek się ucieszą- mówiła Ally.
***
Znowu ten alkoholowy odór. Nienawidziła, gdy się od niego roznosił. Wróciła jak zwykle, o czternastej. On spał w towarzystwie kilkunastu butelek. Oczywiście kilka ramek, naczyń i pamiątek było stłuczone, a wśród nich zdjęcie matki. Zmarła gdy ona miała kilkanaście lat. Nauczyła się żyć dalej, ale ból w sercu pozostał. Uroniła kilka łez i wyjęła zdjęcie. Pobiegła do swojego pokoju i szybko postanowiła je schować, tak żeby on go nie znalazł. Już kilka podarł po pijaku. Nienawidziła swojego życia. Codziennie to samo: ten idiota, praca i szkoła. Normą też było wycieranie wymiocin i sprzątanie po pijanym ojcu. Tak właśnie wyglądało jej więzienie zwane życiem. Nie raz chciała się wyprowadzić, ale wierzyła, że on się kiedyś zmieni i będzie tatusiem, który zabierał ja na lody, lekcje muzyki i do stadniny. Oszukiwała się świadomie. Częściej bywała w pracy niż w szkole...
***
Laura biegła do pokoju wspólnego. Aktualnie trwała przerwa, więc cały samorząd przebywał właśnie tam. Zastała Ross'a i Rikera grających w piłkarzyki, Alice robiącą kawę, Zaca i Sky czytających jakiś tekst i siostrę przeglądającą swoje ulubione blogi.
-Cześć Lau- zauważyła uśmiechniętą jak zawsze Rydel wychodzącą z jakiegoś pomieszczenia.
-Siemka wszystkim- powiedziała z udawaną radością. Wiedziała doskonale, że tu nie pasuje.
-No i moja asystentka jak zwykle milutka-westchnął przewodniczący. W jej oczach zauważył pełne nienawiści iskierki.
-Dobra, doskonale wiecie, że nie przyszłam się zaprzyjaźniać tylko po jakieś ogłoszenie. Kto je ma?- spojrzała na towarzystwo.
-Już prawie dokończyłam. Usiądź Laura, a potem dam ci je w moim biurze- wyjaśniła Sky.
- Chyba nie mam innego wyjścia- westchnęła siadając na kanapie. Podeszła do niej Rydel z filiżanką kawy. Nawet nie zauważyła kiedy ją zrobiła.
-To jak wam się razem pracuje?- zagadnął Zac. Było to pytanie, które nigdy nie miało paść według oczekiwań naszej dwójki. Ross spojrzał na Lau znaczący, by ona zaczęła mówić.
-Normalnie. Palant mi karteczkę zrobił i jestem laską na posyłki- mówiła z zmrużonymi oczami, które były oznaką złości.
-Nie martw się- uśmiechnęła się Alice- Rossy to świetny współpracownik i na pewno będziesz miała jeszcze szansę wykazania się.
-A kto powiedział, że chcę się wykazywać?- uniosła się Laura.
-Dobra, przystopuj laska- zaśmiał się Zac. Jedynie on miał taki talent przekształcania wszystkiego w żarty. Był takim człowiekiem jak Louis w gangu motocyklów. No, może był mądrzejszy.
-No niech wam będzie...
-No i super! Marano, przyjdź niedługo z tą gazetką bo muszę poczytać- rozkazał Ross.
-Coś ty taki na luzie?- brunetka uniosła brwi- A gdzie twoje "Lauro" bla, bla, bla?- ostatnie słowa wypowiedziała naśladując wroga.
***
 Odniosła dziwne wrażenie, że ten Lynch ma jeszcze w sobie odrobine luzu. Między znajomymi zachowywał się jak normalny chłopak, a nie Ross Idiota Lynch- przewodniczący tej głupiej propagandy zwanej samorządem. Ogólnie do jej członków miała mieszane uczucia. Z jednej strony czuła się jak idiotka między nimi, a z drugiej kilka osób wydawało się fajnych. Już wiecie jakie ma zdanie o Rossie, ale jego przyjaciel nie wydawał jej się taki zły. Inaczej za to patrzyła na jego dziewczynę. Alice znała jako wścibską dziennikareczkę,która szuka dziur w całym. Ciekawiło ją też dlaczego jest taka tajemnicza. Już z wyrazu twarzy zauważyła, że blondynka coś ukrywa. Laura postanowiła, że jeśli jej podpadnie niezwłocznie weźmie się za odkrywanie tego sekretu. Do Scarlett nie miała żadnych zastrzeżeń. Przyjaźniły się. Rydel. Ach, ta namolna Rydel... Gdyby nie spokrewnienie z Ross'em być może by się zaprzyjaźniły. Siostra, jak to siostra. Ignorowała Van. Wiedziała, że w samorządzie jest więcej osób, ale ich jeszcze nie poznała.
***
-Laurucha wychodzi za godzinę- poimformował Rocky.
-To co robimy?- spytał Niall.
-Ja bym się pobawił klockami- zażartował Lou.
-A ja od razu lalkami- przedrzeźniał go Fabian.
-Dajcie spokój! Przecież każdy wie, że Barbie są najlepsze-podsumował Justin. Na te słowa wszyscy wybuchli śmiechem.
-To idziemy na piwko do Rose?- zaproponował Fabian.
-Ty możesz iść zakochańcu! Zaproś chociaż na wesele-zaśmiał się Ben.
-Przeproście Laurę- powiedział kierując się w stronę motora.
-Ach, ta miłość- powiedział z udawanym zamyśleniem Rocky. Po raz kolejny się zaśmiali.
-No to czekamy na Lau- podsumował Niall.
***
-CO TO, KURWA, JEST???!- do gabinetu przewodniczącego wbiegła wściekła Laura- CHUJU JEBANY POZWALASZ NA TAKIE PUBLIKACJE?!!!- rzuciła w jego stronę jakieś papiery.Rozpoznał w nich gazetkę szkolną...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam państwa! Dzisiaj taki trochę dziwny rozdział. Miałam jakiś dziwny powrót weny, ale to chyba fajnie, no nie? Nie ma to jak mieć ferie i być chorym :/ Dobra, koniec tej bezsensownej gadaniny :) Nie wiem kiedy next :/



środa, 25 listopada 2015

Rozdział 2

Rozdział z dedykacją dla Alex Rover. Reszta z was może cierpliwie czekać na dedykację :3

Brunetka szybkim krokiem pojawiła się w sekretariacie i czekała, aż dowie się czegoś o jej nowym zajęciu. Nagle w drzwiach gabinetu jej wroga pojawiła się jego siostra. Na widok dziewczyny uśmiechnęła się szeroko, ale Laura patrzyła na nią z wrogością. Ten mechanizm był prosty. Nienawidzi także jej, ponieważ kto normalny lubi siostrę swojego wroga? Jeśli jest człowiekiem, którego Vanessa darzy sympatią nie powinna się do niej zbliżać. Mimo potwornego charakteru starała się nie mieszać w życiu siostry. To ona jest bezuczuciowym monstrum, które potrafi tylko ranić. Nawet zabiłaby z zimną krwią. Wiedziała o tym tylko ona. Nie miała w zwyczaju zwierzać się nikomu, nawet Sky czy chłopakom z bandy. Czuła się jak szklanka w powietrzu, jakby miała za chwilę runąć i rozsypać się na milion kawałeczków. Pomyślicie sobie- tnie się, ale tak nie było. Nigdy nie zniżyła się do poziomu samookalaczania. Nastolatki przez chwilę stały w milczeniu, ale Rydel jako miła gaduła postanowiła się odezwać zauważając nieśmiałość brunetki.
-O hej! Siostra Van? Co cię tu sprowadza?- uśmiechnęła się ciepło Rydel, na co Lau się skrzywiła.
-Cześć.- odpowiedziała obojętnie wlepiając wzrok w dywan, obok biórka, na którym usiadła blondynka.- Mam imię, a mianowicie Laura. A ty siostra Rocky'ego?- chciała powidzieć Ross'a, ale musiałaby to przymilić jakimś wyzwiskiem. Postanowiła to ominąć i zapytać o serdecznego kolegę.
-Jeszcze Riker'a, Rylanda i Ross'a.- dodała. Laurze na ostatnio słowo pojawił się odruch wymiotny.-Mogę w czymś ci pomóc?
-Mam dowiedzieć się o wyglądzie czasu w szkole podczas bycia w samorządzie.- na te słowa uśmiechnięta Delly wypuściła ołówek i kubek, który trzymała w dłoni.
-Ty w samorządzie?- zdziwiła się- Z tego co mi wiadomo to do ciebie nie pasuje. Była jakaś kampania i Riker nic mi nie mówił?- złapała się za głowę.
-Nie, ale dzięki twojemu braciszkowi będę z wami pracować.- nadal wpatrywała się w podłogę, ale ze złością. -Ross Idiota Lynch mnie wsypał i teraz będę jego asystentką. - dodała dziewczyna po chwili zastanowienia. Nie mogła się powstrzymać przed dodaniem tego "idiota".
-A to ciekawe...-westchnęła starsza. -Poproszę, żeby był dla ciebie miły, ale nic nie obi...- nie mogła dokończyć, bo Marano jej przerwała:
-Daj spokój, ja nie będę dla niego miła, także niech się nie wysila i spierdala. - siostra Lynch'a zrobiła dziwną minę, ale jej nie upomniała. Potem zaprosiła ją na krzesło obok biurka i zaczęła wyjaśniać rolę asystentki czy opowiadać o nowym planie.
***
Siedzieli w ciemnym pomieszczeniu i jedynym dźwiękiem, który słyszeli był stukot czerwonych szpilek. Na środku pomieszczenia znajdowało się biurko, a obok niego krzesło, na którym siedział Zac.
-No to mów o czym wiesz, kotku?
-Alice nie mogę o tym rozmawiać. Przepraszam- mówił przerażony chłopak.
-Ale zrobisz mi wyjątek?- uśmiechnęła się na chwilę, jednak potem nie wykazywała żadnych uczuć- Co wiesz o dzisiejszym incydencie z Laurą Marano, Ross'em Lynch'em i Scarlett Black?
-Trochę w sumie wiem.- mówił niepewnie brunet.
-To znaczy? Przejdź do rzeczy- przekonywała niczym policjanci na przesłuchaniach.
-Ross naskarżył na Laurę dyrkowi, a Sky była wtedy z nimi, a jak to nasz Smith załatwił dwa problemy naraz. Marano ma zostać asystentką Lyncha.
-A to ciekawe...- powiedziała blondynka spokojnie-Jeśli chcesz możemy dziś wyjść do kina.
-Czemu nie.- uśmiechnął się jeszcze przed chwilą przerażony Zac. Potem para wyszła z pokoju i skierowała się do wyjścia.
***
-Sharpey nie pasuje ci ta brzoskwiniowa pomadka- powiedziała Rebeca.
-No ale to odcień, który lubił Ross, a Zac ma podobny gust! Becky uruchom swój umysł!- krzyknęła blondynka.
-Cześć Reb!- obok Moon pojawił się Ben z ręką na jej ramieniu.
-Spadaj idioto!-krzyknęła dziewczyna. Sharpey nie zwracała nawet na nich uwagi odeszła. Moon nienawidziła momentów sam na sam z Benem- To ja już pójdę. Pa- odpowiedziała szybko i zniknęła zostawiając chłopaka.
Zawsze myślał o niej, nawet gdy jechał na motorze. Planował nauczyć tego ich syna. Niezwykłą wrażliwość Rebecy dostrzegł już w podstawówce, kiedy udzielała się w akcjach charytatywnych i chodziła do schroniska pomagać psom, choć sama marzyła o białym lub rudym dachowcu. Ben postanowił, że przyjmie ją pod swój dach jednocześnie do swego serca nawet z milionem kotów, ale ona już nie pasjonuje się zwierzętami, a służbą tej zołzie- Sharpey. Różowa lala ją zmieniła... Już jej czasem nie poznawał. Chłopak postanowił, że jak już będą razem pomoże jej się z tego wyrwać.
***
Wstając nie miała ochoty do działania. Od dziś zaczynało się jej wieczne więzienie. Nazywała to tak, ponieważ będąc podwładną Lyncha nie będzie mogła przebywać ze swoją paczką i jej obowiązkiem będzie przestrzeganie wszystkich nudnych reguł. Mówiła, że ma zamiar się z tego wyrwać, ale po przemyśleniu sprawy wolała się poddać i co najważniejsze, nie wyrzucą ją ze szkoły. Nie zależało jej na nauce, ale spokoju, który miała mieszkając tylko z siostrą, chodzącą własnymi drogami i nie miała nigdy nic do powiedzenia. Mijały się lub zamieniły parę słów przy śniadaniu. Vanessa nie była jej zbytnio potrzebna. Tego dnia Laura ubrała jedną z jej najbardziej rockowych stylizacji, a wszystko po to, żeby zrobić na złość Rossowi. Doskonale wiedziała, że w samorządzie i gazecie panuje oficjalny sposób ubierania się. Gotowa chwyciła jabłko i niezwłocznie wsiadła na swój motocykl. Jazda nie sprawiała już jej radości-była po prostu rutyną. Zaparkowała pojazd na wielkim miejscu parkingowym, które pomieściłoby dwa średniej wielkości auta. Przybiła piątki z każdym członkiem bandy i jakby nigdy nic udała się do szkoły. Tam na korytarzu zauważyła blondynkę, z którą rozmawiała wczoraj. Nie mogła sobie przypomnieć jej imienia, ale wszelkie wątpliwości rozwiał Rocky podbiegając do swojej siostry:
-Rydel, co ty tu robisz?- spojrzeli na siebie niezrozumiale- Nie powinnaś być na górze, przy biurku?
-Powinnam, ale dziś wyjątkowo jestem tu. Jest już Laura Marano?
-Czego ty znowu chcesz od Lauruchy?!- chłopaka ogarniała złość. Nie chciał, aby reszta rodziny w jakikolwiek sposób zawierała kontakty z przyjaciółką.
-Muszę ją zabrać na górę i pokazać biuro Ross'a, bo wczoraj o tym zapomniałam- sprostowała Delly.
-No to ją zawołam- nie zdążył się obejrzeć, a brunetka podążała z niechęcią w stronę jego siostry.
-To ten, cześć Rydel- powiedziała, jakby za chwilę miała z niej zostać wyssana ostatnia kropla energii. Blondynka wytłumaczyła  cel swego pojawienia się i udały się do gabinetu Rossa.
-Jak tam humor? Widzę, że nie pali ci się do pracy- zagadnęła Lynch.
-A czy widzisz jakiś entuzjazm? W ogóle to nie znam tu nikogo i te godziny będę spędzać z pieprzonym Rossem!- krzyczała z jadem. Obiecała sobie- zero wyzwisk przy rodzinie, ale nie wytrzymała. 
-Nie jest tak źle- uśmiechnęła się blondynka ukazując rząd śnieżnobiałych zębów- Zawsze możesz przyjść do mnie, to tylko kilka kroków.
-Gdybyś nie była siostrą naszego głupiego przewodniczącego to z chęcią, ale Ross to twój brat.
-Pamiętaj, że jestem też siostrą Rocky'ego-przekonywała. Ona też kiedyś nie miała przyjaciółek z elity i jej nie miał kto zapewnić wsparcia, dlatego chce, aby Lau je miała- Nie rozumiem dlaczego nie lubiąc Rossa nienawidzisz też mnie.
-Nie zrozumiesz- westchnęła Marano. Nie miała ochoty jej tego tłumaczyć.
-Dobra, jesteśmy- Dells otworzyła drzwi do gabinetu brata- A więc na razie nie wnieśliśmy tu drugiego biurka, a Rossy ma dość duże, więc parę dni będziecie je dzielić. Usprzątnęłam dla ciebie mniejszą cześć- wskazała na mebel, a brunetka jedynie pokiwała głową- Tu masz przybory do pisania, komputer, papier, drukarkę- pokazywała przedmioty po kolei. Po kilku innych wskazówkach zakończyła wypowiedź- Poczekaj tu na Rossa, a on ci znajdzie jakieś zajęcie.
-Okej- powiedziała rozsiadając się wygodnie w fotelu.
-Jakbyś czegoś potrzebowała to zgłoś się do mnie- powiedziała wychodząca Delly wychylając głowę do gabinetu brata.

Witam państwa! Nie ma to jak cierpieć na brak weny... Inne bloggerki pewnie doskonale wiedzą o czym mówię. Do tego szkoła i brak czasu, na co składa się zaniedbywanie bloga. OSTRZEGAM ROZDZIAŁ NIESPRAWDZANY! Chciałabym wam serdecznie podziękować za aż 4 komentarze, które dały mi mega kopa do pisania. Jesteście cudowni <3 Mamy ponad 400 wyświetleń, co też jest niezłym wynikiem. 1 obserwator :) Także next postaram się dodać jeszcze w tym miesiącu. Pa!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!