Postanowiła całkowicie zrujnować lekcję matematyki, którą prowadziła znienawidzona przez nią kobieta. To miała być zemsta za zadanie, przy którym potrzebowała pomocy rówieśników. Wcześniej zostawiając walizki w domu pojechała do szkoły. Cieszyła, się że może wsiąść na swój ukochany motor. Ten odwyk od wszystkiego dobrze jej zrobił. Nie pamiętała o dawnej niechęci do życia,motora, szkoły i ogółem wszystkiego. Gdyby nie pewna Australijka nadal tkwiłaby w tym okropnym stanie psychicznym. Tego nie chciała. Maia miała w sobie coś spokojnego, kojącego. Myśląc o Australii wchodziła do szkoły. Była uśmiechnięta, co każdy uznałby za dziwne.
-Laura!-krzyknął Max biegnąc w stronę brunetki.
-Cześć! Co tam, Castella?-uśmiechnęła się na widok kumpla, po czym przybiła mu piątkę.
-No nic ciekawego. Jeździmy, wkurwiamy dyrektora i chyba jak zawsze-wyjaśnił Włoch.
-Wracasz od Smitha?-spytała, rozglądając się za znajomymi drzwiami.
-Nom, teraz to ja tam bywam za ciebie-zaśmiał się.
-Dobra, zmykam na pół godzinki-mówiła-ale wrócę do was i pojedziemy gdzieś.
***
Wzięła głęboki wdech i szepnęła coś pod nosem chwytając za klamkę. Po chwili otworzyła drzwi i weszła do klasy ze złośliwym uśmieszkiem. Jej znienawidzona nauczycielka pisała na tablicy, a klasa oniemiała. Jako pierwsza podbiegła do niej Scarlett. Oczywiście rzuciła się w jej ramiona. Zdziwiona Vanessa po chwili również wstała z ławki. Ogółem wszyscy jakoś zareagowali, a Ross jedynie westchnął z irytacją i wrócił do pisania w zeszycie. Nasza ulubiona nauczycielka natomiast kipiała ze złości. Postanowiła przywrócić klasę do porządku krzykiem:
-Panno Marano, proszę zająć miejsce, a reszta do ławek!!!
***
-Ej, Laura!-krzyknęła Rydel rzucając w nią skrawkiem papieru zwiniętym w kulkę. Brunetka odwróciła się z pytającym wzrokiem.
-Co tam Dells?-szepnęła.
-Zobacz, co napisałam na kartce i powiedz czy się zgadzasz-powiadomiła blondynka-nie koniecznie dziś, zastanów się po prostu.
-Okej-powiedziała wstając, ponieważ usłyszała dzwonek pozwalający opuścić salę do matematyki.
***
-Fabian od kiedy?!-spytała uśmiechnięta Lau rozmawiając z kolegami. Właśnie dowiedziała się, że kolega wreszcie został zauważony przez kelnerkę, w której się podkochiwał.
-To już jakiś czas trwa. Przepraszam, że wam nie mówiłem, ale tak jakoś wyszło. Wiecie jak często tam bywałem, prawda? Jednak namolność czasem się opłaca. Kilka tygodni przed twoim wyjazdem dałem jej swój numer. Po prostu. Nawet nie wiedziałem po co. Nie miałem żadnych nadzei. Zaczynałem nawet myśleć, że Rose ma chłopaka. Wiecie, taki trochę friendzone bez friendzone'u.-na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać.
-Dobra, kontynuuj-zachęcił Justin.
-Ale wiecie co się stało? Ona wreszcie wzięła ten numer! Czy wy to rozumiecie?! Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się cieszyłem. Zadzwoniła, więc postanowiłem odebrać ją kiedyś z pracy. Oczywiście, jak porządny motocyklista potrafię bajerować dziewczyny-wyraz twarzy mówił sam za siebie, a reszta wybuchła śmiechem.
-Tak, Louis lepiej sobie radzi-powiedziała z udawaną obrazą Laura.
-Spotkaliśmy się parę razy. Dobrze się dogadujemy, poznajemy się, po prostu rozumiemy się.
-Tylko tyle? Czekałem na jakieś pikantne szczególiki!-powiedział rozczarowany Niall.
-Horan, ty niewyżyty emerycie znajdź sobie dziewczynę, to będziesz miał pikantne szczególiki-powiedziała brunetka z ironią.
-Laura się chyba od nas odzywczaiła-zaśmiał się największy głupek ze squadu, na co reszta spiorunowała go wzrokiem. Dziewczyna nie zareagowała.
-Kiedy ją poznam?-odezwała się prosto z mostu uśmiechając się pod nosem.
-Przyjdzie ze mną na ten śmieszny event samorządu-wyjaśnił.
-Masz na myśli bal?-Ben zmarszczył brwi.
-No, właśnie to. Chciała iść, więc się poświęcę. Laura musi tam być, więc jej potowarzyszymy.
-Ej, chłopaki macie jakieś plany na wtedy?-zadała pytanie, na co grupka spojrzała na nią z przerażeniem.
-Tyyy-Max zaczął się jąkać z przerażeniem- nie chcesz powiedzieć, że...
-Wbijacie się w smokingi i idziecie z nami-zaśmiała się wrednie.
-To brzmiało jak śmiech Sharpey-stwierdził Justin, za co dostał kuśkańca w żebro.
-Zwariowałaś Lau?
-Czemu? Nie wiecie co mam zamiar zrobić?-powiedziała z powątpiewaniem patrząc na wiernych kompanów.
-Oświeć nas!-zachęcał Włoch domyślajacy się, jaki pomysł ma koleżanka.
-Trzeba jeszcze to wszystko uzgodnić, ale będzie super, wierzcie mi!
W chwili gdy miała zacząć opowiadać poczuła wibrację w kieszeni dżinsów. Zauważyła, że dzwoni Ross. Na początku przeszło jej przez myśl odrzucenie połączenia, ale w końcu przewidziała, że ignorowanie współpracownika skończy się skargą u Smitha. W sumie ciekawą była jego reakcja na widok brązowookiej. Tak naprawdę nic nie wyrażała. Nie mogła wiedzieć co się w niej kryło.
-Laura?-zaczął niepewnym głosem Ross.
-Tak?
-Może... Może moglibyśmy się spotkać?-słysząc propozycję kolegi uniosła wysoko brwi.
-To pilne, coś zrobiłam czy może chcesz mnie wylać?-uśmiechnęła się pod nosem.
-To jak? Znajdziesz dziś chwilę?-zignorował pytanie dziewczyny i z łatwością kontynuował.
-20.00 w parku ci pasuje?-zaproponowała myśląc nad planami na wieczór.
-Dobra, do zobaczenia-podsumował przewodniczący wyjątkowo miłym głosem.
-Chłopaki zmykam, ale pamiętajcie o imprezie o 22.30!- krzyknęła wsiadając na motor.
***
Laura ubrana w pomarańczowe rurki, ciemny t-shirt i swoją ulubioną skórzaną kurtkę, gdy wyszła z domu. Na głowie miała kucyka. Czekając na blondyna postanowiła przeczytać różową kartę od Ryd, którą dziś otrzymała. Usiadła na ławce. W skupieniu wertowała wzrokiem skrawek papieru, aż w końcu głos Lyncha przyprawił ją o dreszcze.
-Właśnie o tym chciałbym pogadać -uśmiechnął się przysiadając się obok dziewczyny.
-To szaleństwo-przyznała ze spokojem.
-A ja rozważam zgodzenie się, ale moje starania pójdą na marne, kiedy ty nie będziesz chciała się zaangażować.
-Wydaje mi się, że dzień z tobą może być mega nudny, a kiedy ty poznasz moje zajęcia, będziesz się bał zrobić cokolwiek z nich-na twarzy brunetki pojawił się chamski uśmieszek.
-A kto ci tak powiedział? Kiedyś, jeszcze w podstawówce czytałem i trochę zajmowałem się mechaniką, a budowa motora nie jest mi straszna-przekonywał chłopak.
-W takim razie zaraz cię sprawdzimy-powiedziała Lau, niespodziewanie łapiąc go za rękę i ciągnąc w stronę swojego domu, gdzie stał jej motocykl.
-Odjechana kurtka!-krzyknął zdyszany Ross widząc ćwieki na plechach układające się w napis Laura i małą naszywkę z motorem.
___________________________________________________________________________________
Pewnie nikt już tego nie czyta, ale myślę, że fajnym pomysłem byłoby dokończenie tego opowiadania. Jak widzicie dzieje się coś niespodziewanego, co zmienia kierunek fabuły.
niedziela, 30 października 2016
niedziela, 7 sierpnia 2016
Rozdział 16
Zastanawiała się nad tym dosyć długo. Praktycznie cały dzień spędziła na przemyśleniach. Chciała pogadać z rodzicami wieczorem. Podjęła pewną decyzję. Trzymała kciuki, że rodzice przystaną na propozycję. Zazwyczaj święta spędzali w Australii. Pogoda nie kojarzyła jej się z Bożym Narodzeniem, jednak miło było odpocząć w ten sposób od szkoły. Szczyt sezonu letniego przypadał mniej więcej w świąteczne tygodnie, więc mogła surfować z Maią. Już pokonał lęk przed wodą i wydawało jej się to całkiem fajne. Często wychodziła na imprezy z przyjaciółką i nowo poznanym znajomym. Była tu już trzeci tydzień, Wydawało się, że już wystarczy. Musiała wrócić do szkoły. Pozostawało jedno pytanie. Do East High czy może australijskiego liceum?
***
-Ross, wszystko gotowe. Zostaje jedynie termin-powiedziała Rydel wchodząc do gabinetu brata.
-Okej, dziękuję-wstał i wziął plik kartek które mu podawała. Po chwili rzucił je na biurko.
-Co się dzieje?-spytała blondynka opierając się o zamknięte drzwi.
-Nic. czemu pytasz?
-Wydajesz się jakiś inny. Ponury, nieprzytomny. Martwię się.
-Wydaje ci się -stwierdził oschle.
-Znam cię od zawsze i wiem, że coś jest nie tak. Powiedz mi-nalegała delikatnie.
-Nie mogę. Przepraszam, ale muszę iść porozmawiać z dyrektorem. Smith chciał mnie widzieć-wyminął ją z obojętnym wyrazem twarzy.
***
-Cześć stary!-rzekł Zac wchodząc do pokoju. Mieli dość niestosowny zwyczaj niepukania, ale im to nie przeszkadzało.
-Hej-odmruknął niechętnie.
-Rusz tyłek! Idziemy na piwo -rozkazał rzucając poduszką w leżącego na łóżku blondyna.
-Nie mam ochoty. Wiem, że to nasz zwyczaj i tak dalej, ale miałem sporo pracy...
-Nie marudź, tylko leć się ogarnąć -uśmiechnął się.
-O, siemka Zac-do pokoju wpadła wystrojona w pastelową sukienkę Rydel. Widząc przyjaciela jej brata postanowiła przybić mu piątkę.
-A ty gdzie się wybierasz?-dopytywał Lynch zmęczonym głosem.
-Idę na randkę z tym nowym chlopakiem. Ellington Ratliff, może kojarzysz?
-Brat Mendesa?-spytał z uśmiechem Ryland przechodzący właśnie korytarzem.
-No tak-uśmiechnęła się.
-Ross, no weź! Rusz się!-zachęcał Scott.
-Dobra, Zac zostaw to mnie-oznajmiła dziewczyna, po czym podeszła do szafy i wyjęła z niej koszulę w kratę i czarne dżinsy. Potem chwyciła za pilot od łóżka brata i wcisnęła odpowiedni przycisk sprawiając, że dalsze leżenia stało się niewygodne.
-Dobra, dobra- Ross wstał po czym odezwał się do blondynki i uniósł ręce w geście obronnym.
***
-Porozmawiajmy poważnie, ok?-spytała Maia podczas nocowania u Lau.
-Okej. Co chcesz wiedzieć?
-Laura-zaczęła niepewne Maia-dobrze wiesz, że znam cię dosyć długo, prawda?
-Taa..-jęknęła.
-Więc możesz mi powiedzieć, co ci leży na sercu. Zdajesz sobie sprawę, że jutro wylatujesz i twoje sekrety zostaną ze mną bezpieczne?
-Aha-rzekła.-Dobra powiem ci-dodała z westchnięciem.
-No to słucham-uśmiechnęła się Australijka.
-Więc... Opowiadałam ci o przewodniczącym?
-To ten, którego nienawidzisz? -upewniła się, na co rozmówczyni pokiwała głową.
-Nienawidziłam. Teraz... Cóż... Nie wiem jak to powiedzieć.
-Czy to ma coś wspólnego z twoim przyjazdem tutaj?
-Tak jakby. No bo zostałam jego asystentką. Nie z własnej woli oczywiście-wyjaśniła zauważając pytające spojrzenie.
-Czy zmierzasz do tego, że zakochałaś się w nim?-Maia próbowała delikatnie pomóc.
-Nie! Skądże ci to przyszło do głowy?Nie!-oburzyła się, ale po kilku sekundach wróciła do poprzedniego stanu.
-Dobrze, przepraszam. Mów dalej-zerknęła na jej drżace troszkę dłonie,
-Ja po prostu zmieniłam do niego nastawienie. Cała się zmieniłam. Nie jestem tą samą Laurą, którą byłam w poprzednie wakacje będąc tu. Czuję, że on nie jest taki zły, a nawet,, jakbyśmy się lepiej poznali mogła go polubić.
Maia zaniemówiła. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Po prostu zamarła.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka kochani! Obiecałam wam więcej rozdziałów, a tu co? Nie miałam weny :C Teraz już trochę wraca, także myślę, że do końca roku skończymy I hate him, ponieważ mam dla was nowe opowiadanie. Przyznam, że nie widziałam jeszcze czegoś takiego w strefie fanfictions. Myślę, że przypomni wam o wakacjach ♥ Dziękuję za wsparcie i cierpliwość, a tymczasem zmykam napisać wam nexta!
***
-Ross, wszystko gotowe. Zostaje jedynie termin-powiedziała Rydel wchodząc do gabinetu brata.
-Okej, dziękuję-wstał i wziął plik kartek które mu podawała. Po chwili rzucił je na biurko.
-Co się dzieje?-spytała blondynka opierając się o zamknięte drzwi.
-Nic. czemu pytasz?
-Wydajesz się jakiś inny. Ponury, nieprzytomny. Martwię się.
-Wydaje ci się -stwierdził oschle.
-Znam cię od zawsze i wiem, że coś jest nie tak. Powiedz mi-nalegała delikatnie.
-Nie mogę. Przepraszam, ale muszę iść porozmawiać z dyrektorem. Smith chciał mnie widzieć-wyminął ją z obojętnym wyrazem twarzy.
***
-Cześć stary!-rzekł Zac wchodząc do pokoju. Mieli dość niestosowny zwyczaj niepukania, ale im to nie przeszkadzało.
-Hej-odmruknął niechętnie.
-Rusz tyłek! Idziemy na piwo -rozkazał rzucając poduszką w leżącego na łóżku blondyna.
-Nie mam ochoty. Wiem, że to nasz zwyczaj i tak dalej, ale miałem sporo pracy...
-Nie marudź, tylko leć się ogarnąć -uśmiechnął się.
-O, siemka Zac-do pokoju wpadła wystrojona w pastelową sukienkę Rydel. Widząc przyjaciela jej brata postanowiła przybić mu piątkę.
-A ty gdzie się wybierasz?-dopytywał Lynch zmęczonym głosem.
-Idę na randkę z tym nowym chlopakiem. Ellington Ratliff, może kojarzysz?
-Brat Mendesa?-spytał z uśmiechem Ryland przechodzący właśnie korytarzem.
-No tak-uśmiechnęła się.
-Ross, no weź! Rusz się!-zachęcał Scott.
-Dobra, Zac zostaw to mnie-oznajmiła dziewczyna, po czym podeszła do szafy i wyjęła z niej koszulę w kratę i czarne dżinsy. Potem chwyciła za pilot od łóżka brata i wcisnęła odpowiedni przycisk sprawiając, że dalsze leżenia stało się niewygodne.
-Dobra, dobra- Ross wstał po czym odezwał się do blondynki i uniósł ręce w geście obronnym.
***
-Porozmawiajmy poważnie, ok?-spytała Maia podczas nocowania u Lau.
-Okej. Co chcesz wiedzieć?
-Laura-zaczęła niepewne Maia-dobrze wiesz, że znam cię dosyć długo, prawda?
-Taa..-jęknęła.
-Więc możesz mi powiedzieć, co ci leży na sercu. Zdajesz sobie sprawę, że jutro wylatujesz i twoje sekrety zostaną ze mną bezpieczne?
-Aha-rzekła.-Dobra powiem ci-dodała z westchnięciem.
-No to słucham-uśmiechnęła się Australijka.
-Więc... Opowiadałam ci o przewodniczącym?
-To ten, którego nienawidzisz? -upewniła się, na co rozmówczyni pokiwała głową.
-Nienawidziłam. Teraz... Cóż... Nie wiem jak to powiedzieć.
-Czy to ma coś wspólnego z twoim przyjazdem tutaj?
-Tak jakby. No bo zostałam jego asystentką. Nie z własnej woli oczywiście-wyjaśniła zauważając pytające spojrzenie.
-Czy zmierzasz do tego, że zakochałaś się w nim?-Maia próbowała delikatnie pomóc.
-Nie! Skądże ci to przyszło do głowy?Nie!-oburzyła się, ale po kilku sekundach wróciła do poprzedniego stanu.
-Dobrze, przepraszam. Mów dalej-zerknęła na jej drżace troszkę dłonie,
-Ja po prostu zmieniłam do niego nastawienie. Cała się zmieniłam. Nie jestem tą samą Laurą, którą byłam w poprzednie wakacje będąc tu. Czuję, że on nie jest taki zły, a nawet,, jakbyśmy się lepiej poznali mogła go polubić.
Maia zaniemówiła. Nie wiedziała, co o tym sądzić. Po prostu zamarła.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka kochani! Obiecałam wam więcej rozdziałów, a tu co? Nie miałam weny :C Teraz już trochę wraca, także myślę, że do końca roku skończymy I hate him, ponieważ mam dla was nowe opowiadanie. Przyznam, że nie widziałam jeszcze czegoś takiego w strefie fanfictions. Myślę, że przypomni wam o wakacjach ♥ Dziękuję za wsparcie i cierpliwość, a tymczasem zmykam napisać wam nexta!
wtorek, 5 lipca 2016
Ogłoszenie
Witam państwa! Dziś niestety nie przeczytacie rozdziału, ale mam dla was pewne ogłoszenie. Nie, nie chodzi tu o jakieś zawieszanie i te rzeczy :) Przejdę do sedna. A więc z kilkoma znajomymi z twittera organizujemy twitterową imprezę, której szczegóły macie na obrazku niżej. Prosiłabym o rozgłośnienie akcji :) Jeśli macie blogga koniecznie umieście ten plakat pod rozdziałem! Z góry dziękuję miśki ♥
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Rozdział 15
Świetnie bawiły się serfując. Przynajmniej w przypadku Mai... Laura jeszcze się uczyła i nie szło jej dobrze.
-Dziewczyno, mieszkasz w Los Angeles i nie umiesz serfować?- dziwiła się brunetka.
-No tak jakby... Nie przepadam za wodą-mówiła próbując ukryć uczucie. Spuściła głowę.
-Boisz się wody?-spytała, na co dziewczyna nieśmiało pokiwała głową.
-Tak...Wstydziłam się przyznać, ale nie koniecznie przepadam za wodą.
-Nic się nie stało-uśmiechnęła się- Ja i mój kolega bardzo często surfujemy i na pewno on ci pomoże. Już pomógł kilku osobom przezwyciężyć ten lęk-wzięła ją za rękę. Była inną Laurą niż ta motocyklistka z East High. Nie wiedziała co tak na nią działało.
***
-Rydel mam pomysł-mówiła Scarlett.
-Słucham-odpowiedziała blondynka.
-A może odłożymy ten bal na koniec roku bądź wiosnę? Wiesz, organizacja szwankuje, wszyscy mają tego dość.
Tak naprawdę myślała o Lau. Chciała, by przyjaciółka chociaż raz pojawiła się na jakiejś szkolnej imprezie, choć widziała, że to nie w jej stylu Nie wiedziała jak, ale chciała wszystko opóźnić, aby Marano mogła iść na bal, lecz od kiedy wyjechała pisały tylko kilka razy. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Nie odzywała się do reszty. Była jeszcze bardziej nieobecna niż zwykle, a Sky nie wiedziała jak jej pomóc.
***
-Dobra, chłopaki koniec!-krzyknął trener.
Właśnie skończył się trening koszykówki, na którym obecni byli Ryland i jego koledzy. Wybiegli z sali gimnastycznej i szybko skierowali się w stronę pryszniców. Po ogarnięciu się wyszli, a kapitan opuścił salę ostatni. Trener Dods wcześniej zrobił to samo i kazał Lynchowi zamknąć pomieszczenie. Brunet zabierał się za wykonywanie polecenia, w czym przeszkodził mu nowy uczeń. Był to wysoki brunet, znajomy Scarlett.
-Cześć. Ty jesteś Ryland, kapitan drużyny, prawda?-spytał z promiennym uśmiechem.
-To ja. A tak w ogóle to hej- oznajmił z radością RyRy.
-Nie potrzebujesz kogoś nowego? Bo wiesz, ja w poprzedniej szkole byłem kapitanem i chciałbym kontynuować pasję tu- mówił bardzo nieśmiało.
-Słuchaj, u nas jest pełny skład, ale jeśli chcesz i będziesz dobrze grać to może będziesz rezerwowym.
-Dzięki. To kiedy mogę przyjść na jakieś eliminacje?-spytał Shawn.
-Dam ci znać kiedyś. Shawn, tak?-na słowa kapitana chłopak pokiwał głową potwierdzając.
-Okej, dzięki.
***
Białe pomieszczenie. Bardziej przypominało jakąś otchłań. Nie wiedziała jak to opisać. Stała mniej więcej po środku. Otaczało ją idealnie ustawione grono blondynów.
-Ile was tu jest? Jestem w piekle?-krzyknęła przerażona.
-Jeszcze nie, Marano- odrzekł ubrany w koszulę w kratę i okulary Ross.
-Co ja tu w ogóle robię?-zadała kolejne pytanie.
-Teoretyczne przebywasz tu-odrzekła przebrana za chemika postać przewodniczącego.
-Okej, Rossowie, powiedzcie mi w jakim celu tu przebywam-zachęciła.
-O nic nie pytaj, a porozmawiaj z każdym z nas-polecił znów ten w koszuli.
-Dobra, cześć-podała rękę blondynowi w skórzanej kurtce. Nie wiedziała jak, ale przez ten gest jej ubranie również zamieniło się na takie.
Rozmawiała z kilkonastoma po kolei. Ross buntownik, od którego zaczęła, Ross imprezowicz, nieśmiały Ross, kujon Ross, miły Ross i wiele, wiele innych. Niektórzy byli sympatyczni, a z jakimiś nie potrafiła odnaleźć wspólnego języka. Nie rozumiała tego, że w tym idiocie jest jednak coś ludzkiego. Nie przejmowała się, że to nie prawdziwy Lynch. Po prostu ogarnęło ją zaskoczenie.
________________________________________________________________
Witam państwa! Zbliżają się wakacje, a wiecie co się z tym wiąże? Będę miała czas do pisania i rozkręcę trochę akcję. Kto też się meeega jara jak ja?
-Dziewczyno, mieszkasz w Los Angeles i nie umiesz serfować?- dziwiła się brunetka.
-No tak jakby... Nie przepadam za wodą-mówiła próbując ukryć uczucie. Spuściła głowę.
-Boisz się wody?-spytała, na co dziewczyna nieśmiało pokiwała głową.
-Tak...Wstydziłam się przyznać, ale nie koniecznie przepadam za wodą.
-Nic się nie stało-uśmiechnęła się- Ja i mój kolega bardzo często surfujemy i na pewno on ci pomoże. Już pomógł kilku osobom przezwyciężyć ten lęk-wzięła ją za rękę. Była inną Laurą niż ta motocyklistka z East High. Nie wiedziała co tak na nią działało.
***
-Rydel mam pomysł-mówiła Scarlett.
-Słucham-odpowiedziała blondynka.
-A może odłożymy ten bal na koniec roku bądź wiosnę? Wiesz, organizacja szwankuje, wszyscy mają tego dość.
Tak naprawdę myślała o Lau. Chciała, by przyjaciółka chociaż raz pojawiła się na jakiejś szkolnej imprezie, choć widziała, że to nie w jej stylu Nie wiedziała jak, ale chciała wszystko opóźnić, aby Marano mogła iść na bal, lecz od kiedy wyjechała pisały tylko kilka razy. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Nie odzywała się do reszty. Była jeszcze bardziej nieobecna niż zwykle, a Sky nie wiedziała jak jej pomóc.
***
-Dobra, chłopaki koniec!-krzyknął trener.
Właśnie skończył się trening koszykówki, na którym obecni byli Ryland i jego koledzy. Wybiegli z sali gimnastycznej i szybko skierowali się w stronę pryszniców. Po ogarnięciu się wyszli, a kapitan opuścił salę ostatni. Trener Dods wcześniej zrobił to samo i kazał Lynchowi zamknąć pomieszczenie. Brunet zabierał się za wykonywanie polecenia, w czym przeszkodził mu nowy uczeń. Był to wysoki brunet, znajomy Scarlett.
-Cześć. Ty jesteś Ryland, kapitan drużyny, prawda?-spytał z promiennym uśmiechem.
-To ja. A tak w ogóle to hej- oznajmił z radością RyRy.
-Nie potrzebujesz kogoś nowego? Bo wiesz, ja w poprzedniej szkole byłem kapitanem i chciałbym kontynuować pasję tu- mówił bardzo nieśmiało.
-Słuchaj, u nas jest pełny skład, ale jeśli chcesz i będziesz dobrze grać to może będziesz rezerwowym.
-Dzięki. To kiedy mogę przyjść na jakieś eliminacje?-spytał Shawn.
-Dam ci znać kiedyś. Shawn, tak?-na słowa kapitana chłopak pokiwał głową potwierdzając.
-Okej, dzięki.
***
Białe pomieszczenie. Bardziej przypominało jakąś otchłań. Nie wiedziała jak to opisać. Stała mniej więcej po środku. Otaczało ją idealnie ustawione grono blondynów.
-Ile was tu jest? Jestem w piekle?-krzyknęła przerażona.
-Jeszcze nie, Marano- odrzekł ubrany w koszulę w kratę i okulary Ross.
-Co ja tu w ogóle robię?-zadała kolejne pytanie.
-Teoretyczne przebywasz tu-odrzekła przebrana za chemika postać przewodniczącego.
-Okej, Rossowie, powiedzcie mi w jakim celu tu przebywam-zachęciła.
-O nic nie pytaj, a porozmawiaj z każdym z nas-polecił znów ten w koszuli.
-Dobra, cześć-podała rękę blondynowi w skórzanej kurtce. Nie wiedziała jak, ale przez ten gest jej ubranie również zamieniło się na takie.
Rozmawiała z kilkonastoma po kolei. Ross buntownik, od którego zaczęła, Ross imprezowicz, nieśmiały Ross, kujon Ross, miły Ross i wiele, wiele innych. Niektórzy byli sympatyczni, a z jakimiś nie potrafiła odnaleźć wspólnego języka. Nie rozumiała tego, że w tym idiocie jest jednak coś ludzkiego. Nie przejmowała się, że to nie prawdziwy Lynch. Po prostu ogarnęło ją zaskoczenie.
________________________________________________________________
Witam państwa! Zbliżają się wakacje, a wiecie co się z tym wiąże? Będę miała czas do pisania i rozkręcę trochę akcję. Kto też się meeega jara jak ja?
niedziela, 29 maja 2016
Rozdział 14
Zrobił to co zawsze, czyli upadł na swoje łóżko. Był późny wieczór i miał ochotę przestać być przewodniczącym, człowiek odpowiedzialnym, Rossem. Wszystko zaczęło się walić. Nie obwiniał o to samej Laury, ale jej nieobecność. Musiał słuchać rozżaleń Sharpey, że motocykliści nie mają gustu i zepsują całą imprezę. Przygotowania również nie szły zbyt dobrze, więc zdecydowali znów przesunąć termin balu. Odczuwał dziwne uczucie. Zawsze chodził tam sam, ale w tym roku zapragnął towarzystwa. Nie wiedział tylko, kogo może zaprosić. Laura była zbyt denerwująca, Sharpey irytująca, a reszta dziewczyn miała już kogoś. Przeszło mu przez myśl tylko jedno. Weźmie dziewczynę z młodszej klasy. Jego spokój przerwała siostra głośnym krzykiem:
-Rocky! Ross! Riker! Ryland!- niezwłocznie postanowił się zwlec z łóżka.
-Co chcesz?- jego bracia też już byli na klatce schodowej i najstarszy zadawał pytanie.
-Zbierać tyłki, bo idziemy na pizzę-ogłosiła dziewczyna.
-Rydel...-jęknął Ross.
-Nie ma Rydel, tylko się rusz-śmiała się.
-No, ale ja nie chce!- krzyknął i wrócił do pokoju zamykając drzwi.
Rydel zaczęła płakać.
***
-Córciu, czemu nigdzie nie wychodzisz? Martwię się o ciebie.
-Mamo, nie mam tu motora, jestem uziemiona-wyjaśniła jakby to było oczywiste.
-No, ale Lau... Może my ci jakoś załatwimy ten motor-zaproponowała uśmiechając się.
-Naprawdę? Dziękuję!-podniosła się aby przytulić kobietę.
-Pomyślałam, że mogłabyś wyjść na plażę.
-To nie taki zły pomysł, ale nie mam towarzystwa- stwierdziła córka.
-Oj, to może kogoś poznasz?
-No ok-powiedziała pod nosem wstając.
Ubrana i spakowana ruszyła w kierunku pobliskiej plaży. Oczywiście przez kilka minut drogi cały czas miała słuchawki w uszach słuchając ulubionych piosenek. Gdy dotarła na miejsce rozłożyła leżak i postanowiła dalej słuchać muzyki opalając się. Po kilku godzinach leżenia ktoś zasłonił jej światło słoneczne. Otworzyła oczy, które wcześniej zamknęła.
-Laura?-spytała brunetka z deską surfingową w ramionach.
-Maia!-krzyknęła z uśmiechem wstając. Chciała przytulić dziewczynę.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechałam na trochę. Chciałam odpocząć od problemów-wyjaśniła wskazując na leżak obok, aby Australijka spoczęła.
-Uuu, to źle-powiedziała przejęta.
-Nie musisz mi współczuć. Poradzę sobie- powiedziała z uśmiechem.-Widzę, że zaczęłaś już sezon?- wskazała na deskę opartą o piach.
-Tak, mega się za tym stęskniłam. Tak jak za tobą!-przyznała.
-Ja też, haha.
-A co do deski to ci coś obiecałam, ale w tamte wakacje nie chciałaś. Jak masz czas, to nauczę cię surfować!- postanowiła Maia.
-Nie, lepiej nie- zaśmiała się.
-Oj, będzie dobrze! Chodź!-pociągnęła ją.
***
-Ross ostatnio dziwnie się zachowuje. Nie chciał iść z nami na pizzę, buntuje się- zwierzał się Riker.
-Może się czymś przejmuje?-spytała Vanessa.
-Ale tak jest od kiedy Laura wyjechała-zauważył blondyn.
-Wykluczam opcję, że za nią tęskni.
-Może coś się stało?
-Nie wiem...
________________________________________________________________
Hello :D Zebrałam się i chyba wracam do pisania tego :D Może uda mi się jakoś skończyć jeszcze w tym roku. Taką mam nadzieję. Nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem Maiki :) Laia jako friendship goal? Przekonacie się sami :*
-Rocky! Ross! Riker! Ryland!- niezwłocznie postanowił się zwlec z łóżka.
-Co chcesz?- jego bracia też już byli na klatce schodowej i najstarszy zadawał pytanie.
-Zbierać tyłki, bo idziemy na pizzę-ogłosiła dziewczyna.
-Rydel...-jęknął Ross.
-Nie ma Rydel, tylko się rusz-śmiała się.
-No, ale ja nie chce!- krzyknął i wrócił do pokoju zamykając drzwi.
Rydel zaczęła płakać.
***
-Córciu, czemu nigdzie nie wychodzisz? Martwię się o ciebie.
-Mamo, nie mam tu motora, jestem uziemiona-wyjaśniła jakby to było oczywiste.
-No, ale Lau... Może my ci jakoś załatwimy ten motor-zaproponowała uśmiechając się.
-Naprawdę? Dziękuję!-podniosła się aby przytulić kobietę.
-Pomyślałam, że mogłabyś wyjść na plażę.
-To nie taki zły pomysł, ale nie mam towarzystwa- stwierdziła córka.
-Oj, to może kogoś poznasz?
-No ok-powiedziała pod nosem wstając.
Ubrana i spakowana ruszyła w kierunku pobliskiej plaży. Oczywiście przez kilka minut drogi cały czas miała słuchawki w uszach słuchając ulubionych piosenek. Gdy dotarła na miejsce rozłożyła leżak i postanowiła dalej słuchać muzyki opalając się. Po kilku godzinach leżenia ktoś zasłonił jej światło słoneczne. Otworzyła oczy, które wcześniej zamknęła.
-Laura?-spytała brunetka z deską surfingową w ramionach.
-Maia!-krzyknęła z uśmiechem wstając. Chciała przytulić dziewczynę.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechałam na trochę. Chciałam odpocząć od problemów-wyjaśniła wskazując na leżak obok, aby Australijka spoczęła.
-Uuu, to źle-powiedziała przejęta.
-Nie musisz mi współczuć. Poradzę sobie- powiedziała z uśmiechem.-Widzę, że zaczęłaś już sezon?- wskazała na deskę opartą o piach.
-Tak, mega się za tym stęskniłam. Tak jak za tobą!-przyznała.
-Ja też, haha.
-A co do deski to ci coś obiecałam, ale w tamte wakacje nie chciałaś. Jak masz czas, to nauczę cię surfować!- postanowiła Maia.
-Nie, lepiej nie- zaśmiała się.
-Oj, będzie dobrze! Chodź!-pociągnęła ją.
***
-Ross ostatnio dziwnie się zachowuje. Nie chciał iść z nami na pizzę, buntuje się- zwierzał się Riker.
-Może się czymś przejmuje?-spytała Vanessa.
-Ale tak jest od kiedy Laura wyjechała-zauważył blondyn.
-Wykluczam opcję, że za nią tęskni.
-Może coś się stało?
-Nie wiem...
________________________________________________________________
Hello :D Zebrałam się i chyba wracam do pisania tego :D Może uda mi się jakoś skończyć jeszcze w tym roku. Taką mam nadzieję. Nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem Maiki :) Laia jako friendship goal? Przekonacie się sami :*
piątek, 27 maja 2016
Rozdział 13
Laura: No jaka jestem?
Ross: WKURWIAJĄCA ^^
różowa księżniczka: Ej, bez takich proszę!
Justin: Ross- wybrnie z każdej sytuacji XD
Laura: Rossie, muszę ci coś powiedzieć...
Ross: ?
Laura: Bo...
Laura: No bo twoje oczy są...
Ross: Wysłów się dziewczyno! :D
Laura: Są takie piękne
Vanessa: Lau, masz gorączkę?
Riker: Uzasadnij swój wybór Lauro :)
Laura: Bo są koloru gówna, tak jak Ross :*
Alice: Wiecie co? Cisnę za was bekę tylko :DDD
Ross: To super, a z tobą policzę się jak ruszysz dupę i przyjedziesz z tej Australii Marano.
Justin: Tylko weź mi przywieź jednorożca :*
Laura: Okej, a tak poza tym Lynch, to cię nie pocieszę. Nie wybieram się do waszej durnej budy.
Ross: Odszczekaj to! Teraz!
Laura: Chciałbyś :* A teraz żegnam, bo idę na plażę z Nate'm. Sorry not sorry. Adios mi amigos i idioto Lynch :*
***
Tak naprawdę to nie poszła na żadną plażę. Chciała tylko pokazać "jak świetnie się bez nich bawi". Brakowało jej Sky. Mogłaby chodzić wszędzie, ale z nią! Parę razy otrzymywała połączenie od Rydel, które ignorowała. Nie była w zbyt dobrym humorze leżąc na leżaku postawionym przez nią na balkonie. Usłyszała głos ojca krzyczącego, żeby zeszła na dół.
-Laura, musimy porozmawiać-rzekła jej matka siedząca przy stole w kuchni, a ojciec oparł się o framugę drzwi.
-Kochanie, mów co się dzieje-przemówił pan Marano.
-Nigdy nie opuszczałaś USA z byle jakiego powodu, coś się stało? Vanessa nawaliła?
-Nie, nie-próbowała się uśmiechnąć.
-To o co chodzi?- starsza kobieta uniosła brew patrząc na córkę.
-Chciałam odpocząć od szkoły. To dlatego, że w moim życiu wydarzyło się coś, czego nie chcę wspominać, więc o to nie pytajcie- powiedziała i wróciła do pokoju nawet nie czekając na odpowiedź. Miała wszystko gdzieś.
***
-Ross, podjąłeś jakąś decyzję w sprawie panny Marano?-spytał dyrektor. Właśnie rozmawiał z nastolatkiem w swoim gabinecie.
-Radziłem sobie bez asystentki, to i teraz poradzę!-stwierdził.
-Chcesz ją wyeliminować nawet po powrocie?- dopytywał Smith. Przewodniczący się zawahał.
***
-Mam pewien plan...-powiedziała Sharpey do Rebecy.
__________________________________________________________________________________
Powinniście mnie zrzucić z klifu, udusić a potem poćwiartkować. Jestem okropna. 2 MIESIĄCE BEZ ROZDZIAŁU. A powody to:
*szkoła (czyt. więzienie)
*nowy projekt (o którym wam na razie nie powiem, oj nie :D )
P.S. Sorry, że taki krótki ten rozdział :/
Ross: WKURWIAJĄCA ^^
różowa księżniczka: Ej, bez takich proszę!
Justin: Ross- wybrnie z każdej sytuacji XD
Laura: Rossie, muszę ci coś powiedzieć...
Ross: ?
Laura: Bo...
Laura: No bo twoje oczy są...
Ross: Wysłów się dziewczyno! :D
Laura: Są takie piękne
Vanessa: Lau, masz gorączkę?
Riker: Uzasadnij swój wybór Lauro :)
Laura: Bo są koloru gówna, tak jak Ross :*
Alice: Wiecie co? Cisnę za was bekę tylko :DDD
Ross: To super, a z tobą policzę się jak ruszysz dupę i przyjedziesz z tej Australii Marano.
Justin: Tylko weź mi przywieź jednorożca :*
Laura: Okej, a tak poza tym Lynch, to cię nie pocieszę. Nie wybieram się do waszej durnej budy.
Ross: Odszczekaj to! Teraz!
Laura: Chciałbyś :* A teraz żegnam, bo idę na plażę z Nate'm. Sorry not sorry. Adios mi amigos i idioto Lynch :*
***
Tak naprawdę to nie poszła na żadną plażę. Chciała tylko pokazać "jak świetnie się bez nich bawi". Brakowało jej Sky. Mogłaby chodzić wszędzie, ale z nią! Parę razy otrzymywała połączenie od Rydel, które ignorowała. Nie była w zbyt dobrym humorze leżąc na leżaku postawionym przez nią na balkonie. Usłyszała głos ojca krzyczącego, żeby zeszła na dół.
-Laura, musimy porozmawiać-rzekła jej matka siedząca przy stole w kuchni, a ojciec oparł się o framugę drzwi.
-Kochanie, mów co się dzieje-przemówił pan Marano.
-Nigdy nie opuszczałaś USA z byle jakiego powodu, coś się stało? Vanessa nawaliła?
-Nie, nie-próbowała się uśmiechnąć.
-To o co chodzi?- starsza kobieta uniosła brew patrząc na córkę.
-Chciałam odpocząć od szkoły. To dlatego, że w moim życiu wydarzyło się coś, czego nie chcę wspominać, więc o to nie pytajcie- powiedziała i wróciła do pokoju nawet nie czekając na odpowiedź. Miała wszystko gdzieś.
***
-Ross, podjąłeś jakąś decyzję w sprawie panny Marano?-spytał dyrektor. Właśnie rozmawiał z nastolatkiem w swoim gabinecie.
-Radziłem sobie bez asystentki, to i teraz poradzę!-stwierdził.
-Chcesz ją wyeliminować nawet po powrocie?- dopytywał Smith. Przewodniczący się zawahał.
***
-Mam pewien plan...-powiedziała Sharpey do Rebecy.
__________________________________________________________________________________
Powinniście mnie zrzucić z klifu, udusić a potem poćwiartkować. Jestem okropna. 2 MIESIĄCE BEZ ROZDZIAŁU. A powody to:
*szkoła (czyt. więzienie)
*nowy projekt (o którym wam na razie nie powiem, oj nie :D )
P.S. Sorry, że taki krótki ten rozdział :/
wtorek, 5 kwietnia 2016
Rozdział 12
-Że niby co? Ja mam tu siedzieć i planować bale, a ta hasa z kangurkami?!!!-krzyczał. Właśnie dowiedział się, że jego asystentka pojechała do Australii.
-Ross, posłuchaj. To była jej decyzja- powiedziała Scarlett.
-Jej pojebany łeb kazał jej w środku roku szkolnego jechać do Sydney?! To jest normalne według ciebie?- uczuciowo gestykulował Ross.
-No nie, ale...- Rydel odebrało mowę. Jej brat był w objęciach furii.
-Ale co? Co Rydel?- pytał desperacko szukając odpowiedzi- Nawet ty stoisz po jej stronie? Nie przymilajcie się tak, bo ona ma was w dupie- spojrzał na Rylanda.
-A skąd ty to możesz wiedzieć?- odparł młodszy niespodziewanie przybliżając się z pięścią.
-Nic o niej nie wiesz- splunęła Sky. Nie chciała tego, ale musiała bronić Laurę.
-Wiem może więcej niż wy wszyscy- odgryzł się. W głębi serca przyznał im rację. Prawie nic nie wie.
-Gdybyś wiedział na pewno teraz nie pojechałaby nigdzie- zarzuciła Vanessa.
-Van, spokojnie- Riker położył ramiona na jej barkach. Jedyny trzeźwo myślał i nie chciał żadnych kłótni.
-Ross, a może ty wiesz więcej- zaczęła Alice uroczym głosikiem. Była z nimi tylko dlatego, że chciała mieć pomysł na artykuł, a nie dla Laury czy blondyna.
-Ally, on?- wskazał Riker. Chciał obronić przewodniczącego.
-Mów dalej i go nie słuchaj- szepnęła Rydel.
-Coś mi się wydaje, że maczałeś palce w tym wyjeździe Laury... Może coś między wami zaszło?- pytała patrząc prosto w oczy. Była bezlitosna i zimna. To nie była ta słodka dziewczyna, którą pokochał Zac. Na pewno nie teraz.
-Ja?- wskazał na swoją twarz- Eeee... Niby ja?- jąkał się. Każdy dobrze wiedział, że Ross nie umie kłamać. Tym bardziej pod presją.
-Tak, ty- rzekła ze stoickim spokojem. Przekonujący głos także był wyczuwalny.
-Niee- jęczał. Wszyscy już widzieli, że kłamie.
-Powiesz mi o co chodzi?- spytała błagalnie Rydel.
***
Siedziała w samochodzie... Nic ją nie obchodziło. Liczyła się tylko muzyka i nowe życie. Bez stresu- tak pamiętała Sydney. Zero monotonii, możliwość normalnego życia. A może zacznie tam od nowa? Wrócić do LA nie chce. Na pewno do tej samej szkoły. Co zrobić dalej? Jak sprawić by wszystko miało sens. Poczuła wibrację telefonu, więc pewnie dostała smsa. Sprawdziła to.
Nieznany: Wróć dla mnie~~Ross :*
***
-Brown, odwal się- powiedziała szybko.
-Nie, nie odwalę się- rzekł próbując ją wystraszyć.
-Wiesz, że mnie tylko ranisz obecnością.
-Przestań wspominać to, co było kiedyś...
-Jak? Tego co mi zrobiłeś nie da się zapomnieć.
-Proszę... Zacznijmy wszystko od nowa- zachęcał padając na kolana. Ona nie reagowała.
-Zmieniłeś się, a ja pokochałam starego Justina- odeszła.
***
-Ross, posłuchaj. To była jej decyzja- powiedziała Scarlett.
-Jej pojebany łeb kazał jej w środku roku szkolnego jechać do Sydney?! To jest normalne według ciebie?- uczuciowo gestykulował Ross.
-No nie, ale...- Rydel odebrało mowę. Jej brat był w objęciach furii.
-Ale co? Co Rydel?- pytał desperacko szukając odpowiedzi- Nawet ty stoisz po jej stronie? Nie przymilajcie się tak, bo ona ma was w dupie- spojrzał na Rylanda.
-A skąd ty to możesz wiedzieć?- odparł młodszy niespodziewanie przybliżając się z pięścią.
-Nic o niej nie wiesz- splunęła Sky. Nie chciała tego, ale musiała bronić Laurę.
-Wiem może więcej niż wy wszyscy- odgryzł się. W głębi serca przyznał im rację. Prawie nic nie wie.
-Gdybyś wiedział na pewno teraz nie pojechałaby nigdzie- zarzuciła Vanessa.
-Van, spokojnie- Riker położył ramiona na jej barkach. Jedyny trzeźwo myślał i nie chciał żadnych kłótni.
-Ross, a może ty wiesz więcej- zaczęła Alice uroczym głosikiem. Była z nimi tylko dlatego, że chciała mieć pomysł na artykuł, a nie dla Laury czy blondyna.
-Ally, on?- wskazał Riker. Chciał obronić przewodniczącego.
-Mów dalej i go nie słuchaj- szepnęła Rydel.
-Coś mi się wydaje, że maczałeś palce w tym wyjeździe Laury... Może coś między wami zaszło?- pytała patrząc prosto w oczy. Była bezlitosna i zimna. To nie była ta słodka dziewczyna, którą pokochał Zac. Na pewno nie teraz.
-Ja?- wskazał na swoją twarz- Eeee... Niby ja?- jąkał się. Każdy dobrze wiedział, że Ross nie umie kłamać. Tym bardziej pod presją.
-Tak, ty- rzekła ze stoickim spokojem. Przekonujący głos także był wyczuwalny.
-Niee- jęczał. Wszyscy już widzieli, że kłamie.
-Powiesz mi o co chodzi?- spytała błagalnie Rydel.
***
Siedziała w samochodzie... Nic ją nie obchodziło. Liczyła się tylko muzyka i nowe życie. Bez stresu- tak pamiętała Sydney. Zero monotonii, możliwość normalnego życia. A może zacznie tam od nowa? Wrócić do LA nie chce. Na pewno do tej samej szkoły. Co zrobić dalej? Jak sprawić by wszystko miało sens. Poczuła wibrację telefonu, więc pewnie dostała smsa. Sprawdziła to.
Nieznany: Wróć dla mnie~~Ross :*
***
-Brown, odwal się- powiedziała szybko.
-Nie, nie odwalę się- rzekł próbując ją wystraszyć.
-Wiesz, że mnie tylko ranisz obecnością.
-Przestań wspominać to, co było kiedyś...
-Jak? Tego co mi zrobiłeś nie da się zapomnieć.
-Proszę... Zacznijmy wszystko od nowa- zachęcał padając na kolana. Ona nie reagowała.
-Zmieniłeś się, a ja pokochałam starego Justina- odeszła.
***
Riker nadał(a) nazwę konwersacji "Misja-pogodzić Rossa i Laurę".
Laura: Yyyy... Co to ma być kochani?
Alice: To co widzisz :D
Ross: Dołączę się do pytania Laury.
Vanessa: Jak nie chcecie pogodzić się sami, to będziecie to robić z naszą pomocą ;)
Ross opuścił(a) konwersację.
Riker: Rossy, Rossy... Ucieczka najprostsza :/
Riker doda(ła) do konwersacji Ross Lynch.
Ross: Ten pomysł mi się nie podoba.
Laura: Chociaż raz idiota z sensem gada!
Scarlett: Widzę, że nie pałacie do siebie przyjaźnią XD
Ryland: Hejka ziomeczki ;D Co taka napięta atmosfera? :')
Zac: Tak się składa, że Ross i Laura się kłócą XD Jak zawsze :'')
Justin: Co ja tu robię?
Max: Wierz mi ziom, też chce wiedzieć :)
Vanessa: Poczytajcie wyżej chłopaki :)
Niall: Okejka
Rydel ustawiła swój pseudonim jako "różowa księżniczka ♥"
Rydel: Mam super pseudo :D Zazdrościcie? :''')
Ben: Nawet nie wiesz jak XD
Louis: Ja też chce być czymś ciekawym :P
Rydel ustawiła pseudonim Louis jako "jednorożec *.*"
Rydel: Może być Lou?
Fabian: Super :'') Ja bym go raczej idiotą nazwał XD
Zac: Weź nie rań chłopaka :)
Ross: Może byście nas wielce godzili? XD
Riker: Mówisz-masz! Powiedzcie z Laurą sobie coś miłego. Ross zaczyna.
Ross: Lauro jesteś bardzo eee....
Laura: No jaka? XD
Riker: Mówisz-masz! Powiedzcie z Laurą sobie coś miłego. Ross zaczyna.
Ross: Lauro jesteś bardzo eee....
Laura: No jaka? XD
____________________________________________________________________
Witam państwa! Lodo ruszyła dupę i coś napisała XD Postanowiłam wprowadzić wiadomości, niezbyt często spotykane na bloggerze :) Co sądzicie?
Witam państwa! Lodo ruszyła dupę i coś napisała XD Postanowiłam wprowadzić wiadomości, niezbyt często spotykane na bloggerze :) Co sądzicie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
